blog.michalt.pl

...ale o co chodzi z tymi taksówkami...?

06.05.2019 18:17 - Przemyślenia

W internecie nierzadko można spotkać się z niepochlebną opinią na temat taksówkarzy: że to chamy wożące ludzi w jeżdżących śmietnikach i złodzieje którzy ostro kroją swoich klientów na pieniądze. Dziś jadąc z Gdańska do Gdyni taksówką postanowiłem porozmawiać na ten temat z kierowcą i opowiedzieć o jednej z moich taksówkowych przygód. Ten przejazd zachęcił mnie do popełnienia dzisiejszego wpisu.

Zacznijmy od krótkiej opowieści o feralnym kursie sprzed ponad 3 lat: Pamiętam, że bardzo mocno śpieszyłem się na rozmowę o pracę. Wystąpił jakiś problem w komunikacji miejskiej. Wylądowałem w Gdańsku głównym i miałem dojechać do Gdyni, a konkretnie do Wzgórza Świętego Maksymiliana. Trafiłem na postój taksówek nieopodal kina Krewetka. W panice wsiadłem do jednej, ale okazało się, że niby coś w tamtej taksówce było nie tak więc właściciel pojazdu poprowadził mnie do taksówki swojej żony. Auto miało jedynie białego koguta z napisem „taxi” i nic poza tym. Pani była niesamowicie miła i bardzo rozmowna. Życzyła mi powodzenia i bardzo mi kibicowała. Tylko ten taksometr… Gdy dojechaliśmy do Sopotu miał już 150zł na liczniku. Ja miałem w kieszeni jedynie 200zł... Byłem spanikowany i gdy dojechaliśmy do Gdyni taksometr wskazywał już prawie 200zł! Poprosiłem panią taksówkarkę, aby mnie wysadziła bo ja nie mam pieniędzy, a ta spokojnie odpowiedziała żebym się nie denerwował i wyłączyła taksometr. Gdy dojechaliśmy, dobroduszna Pani zainkasowała tylko 200zł!


Czyż to nie wspaniałomyślne?
Hmmmmmm… Chyba nie...
Dziś za przejazd z Gdańska Oliwy do Redłowa zapłaciłem niecałe 40zł… Taksówkarz któremu opowiedziałem o tamtej sytuacji był w szoku.


Jak to możliwe, że dziś zapłaciłem mniej? Odpowiedź jest banalna: Jechałem taksówką z korporacji i jeśli już, to wyłącznie takimi jeżdżę. Stan techniczny aut jest ok, a na buca trafiłem tylko 2 razy. Moim zdaniem powinno się znieść możliwość uzyskiwania licencji pojedynczym taksówkarzom i wydawać jedynie korporacjom które ponosiłyby odpowiedzialność za takie sytuacje. Poza tym sam kogut na dachu czy ew. numer licencji nie musi stanowić dowodu na to, że rzeczywiście jedziemy z licencjonowanym taksówkarzem.