blog.michalt.pl

Internet – wolność, którą sami sobie odebraliśmy

19.05.2019 23:55 - Przemyślenia

Wolność – słowo, które brzmi przepięknie, górnolotnie i w świadomości wielu ludzi stanowi podstawowe i niezbywalne prawo. Internet uznawany był do niedawna za jej bastion i miejsce swobodnego przepływu informacji. Niedawno Unia Europejska wprowadziła dyrektywy, które niewątpliwie ją ograniczyły. Pojawiły się regulacje dotyczące przepływu i wymiany danych. W teorii mają one na celu ochronę praw autorskich i zapobieganie terroryzmowi. Dzisiejszy wpis nie będzie skupiał się na prawie unijnym i TERREG oraz tzw. ACTA2. Chciałbym w nim poruszyć temat wolności w Internecie.

Wolność – słowo, które brzmi przepięknie, górnolotnie i w świadomości wielu ludzi stanowi podstawowe i niezbywalne prawo. Internet uznawany był do niedawna za jej bastion i miejsce swobodnego przepływu informacji. Niedawno Unia Europejska wprowadziła dyrektywy, które niewątpliwie ją ograniczyły. Pojawiły się regulacje dotyczące przepływu i wymiany danych. W teorii mają one na celu ochronę praw autorskich i zapobieganie terroryzmowi. Dzisiejszy wpis nie będzie skupiał się na prawie unijnym i TERREG oraz tzw. ACTA2. Chciałbym w nim poruszyć temat wolności w Internecie.



Czy to Unia odebrała nam wolność w Internecie?

Najpopularniejszym obecnie portalem społecznościowym jest Facebook. Jest to prywatna inicjatywa (o czym ludzie dosyć często zapominają), która działa w oparciu o umowę, którą użytkownik zawiera z organizacją rozwijającą serwis. Oczywiście każda umowa musi być zgodna z obowiązującymi na świecie prawami. Nikt nie może oczekiwać na przykład odsprzedania organów w zamian za korzystanie z darmowej poczty elektronicznej. Facebook ma prawo oczekiwać pełnego wglądu we wszystko co na nim robimy, udostępniania naszych zasobów innym podmiotom oraz wykorzystywania np. naszych zdjęć w celach reklamowych, jeśli użytkownicy wyrażą na to zgodę. Takie zapisy w regulaminie istnieją i użytkownicy wyrażają na nie zgodę, rejestrując się w serwisie.

Ponadto na Facebooku obowiązują pewne zasady dotyczące tego, które treści są akceptowalne, a które usuwane – to niestety często odbija się głośnym echem w Internecie. Facebook to prywatna strona i administrator ma prawo usuwać treści według własnego uznania – ludzie niestety tego nie rozumieją. Portal Marka Zuckerberga mimo to w niesamowity sposób wymiótł wręcz tysiące stron i forów internetowych, przyciągając do siebie miliony użytkowników. Przeszli oni na ten portal z własnej, nieprzymuszonej woli i zaakceptowali jego zasady. Przyczynili się w ten sposób do upadku wielu serwisów i ograniczenia wolności czyniąc restrykcyjnego Facebooka bardzo istotnym obszarem WWW.

Synonimem wideo w internecie stał się Youtube – serwis ten ma nieco liberalniejsze podejście do treści (przynajmniej w praktyce), natomiast do prywatności podchodzi bardzo podobnie do Marka Zuckerberga. Tu również internauci zgodzili się na restrykcyjne zasady.


Czy to nie absurd? Ludzie walczący o wolność Internetu sami go zmonopolizowali i podzielili między gigantów. Co zupełnie dla mnie niezrozumiałe, potrafią przejawiać oburzenie, gdy zostają „ocenzurowani”. Rzecz w tym, że na takie zasady się zgodzili i nie muszą w tym tkwić. „Cenzura” Facebooka nie skłania społeczności do odejścia na inne portale, a przecież wszyscy mają wolny wybór… Nie rozumiem sensu protestów o wolność internetu. Zasady Facebooka i Google są znacznie bardziej restrykcyjne od przepisów Unii.



Czym tak naprawdę jest ta internetowa wolność?

Czy „wolność” oznacza „Róbta co chceta”? W Internecie niestety tak. Poza swobodnym przepływem informacji i dobrodziejstwami mamy również do czynienia ze swobodnym przepływem przemocy, obelg, cyber stalkingiem, inwigilacją, publikacją kompromitujących treści, patostreamerami, rozprzestrzenianiem nieprawdziwych informacji, łamaniem praw autorskich, oszustwami, wyłudzeniami i wywracaniem flakami do zewnątrz norm społecznych.


Jak wobec tego powinna zachować się władza? Powinna wprowadzić regulacje prawne. Jednak, gdy te się pojawiają, ludzie wychodzą na ulice. Nie twierdzę, że prawa wprowadzone przez Unię rozwiązują problemy – jestem pewien, że próbują i stanowią pewną odpowiedź na to, co dzieje się w cyberprzestrzeni. Internauci sami dali powody, dla których można było wprowadzić ograniczenia i niestety osobiście uważam, że powinno się pojawić ich więcej. Tylko może niekoniecznie takich...

Dla mnie Internet od dawna nie jest synonimem wolności.

Dlaczego? Jak widzisz, ja również korzystam z globalnej sieci i z wieloma jej patologicznymi zjawiskami miałem do czynienia. O tym mógłbym wręcz napisać książkę. W dzisiejszych czasach próba wymiany opinii równoznaczna jest z przeczytaniem na temat swój i swojej rodziny tony obelg. Ludzie tworzący Internet w większości przypadków mają głęboko w poważaniu normy społeczne i prawo. Wolą skupiać się na czerpaniu korzyści. Sami niejednokrotnie kradną grafikę lub tekst na swoje strony. Internauci wyszli też z domu… I to teoretycznie bardzo fajnie. Dzięki temu powstało mnóstwo wartościowych treści. Rzecz w tym, że i tu sieć ma swoją mroczną stronę. Pojawili się różnego rodzaju prankerzy i patologia, która zaczepia ludzi i ich nagrywa bez zgody i poniża lub przedstawia w kompromitujący sposób.


Internet jest także cennym narzędziem do inwigilacji. Często pracodawcy zaglądają na portale społecznościowe i czerpią wiele informacji, do których mieć dostępu nie powinni, a które ludzie bezmyślnie sami udostępniają. To też świetne rozwiązanie dla stalkerów do śledzenia swojej ofiary. Ukrycie profilu na portalu społecznościowym przed światem zewnętrznym jest… Każdy przecież chce mieć jak najwięcej znajomych i przyjmuje kogo popadnie. Spreparowanie fałszywego konta to banał… Nie rozumiem też tych, którzy tak bardzo boją się inwigilacji i jednocześnie bardzo dużo elementów swojego życia (często osobistych) publikują w sieci.



Podsumowanie

Moim zdaniem Internet to świetny wynalazek. Uważam, że społeczeństwo zupełnie nie rozumie, czym jest wolność i to sami użytkownicy wprowadzili sobie cenzurę i zabrali wolność w sieci. Warto pamiętać o tym, że przed Internetem również istniał świat i istniała wolność. Wydaje mi się, że bez Internetu było jej więcej. Ważne jest to, żeby nasza wolność nie ograniczała cudzej wolności lub nie wyrządzała krzywdy innym. Jeśli czyjaś wolność odbywa się kosztem wolności drugiego człowieka, nie można mówić tutaj o jakiejkolwiek wolności.