blog.michalt.pl

Internet – wolność, którą sami sobie odebraliśmy – część 2

08.07.2019 20:11 - Przemyślenia

Dziś powracam do Was z tematem, który poruszałem niedawno. Chodzi o wolność w sieci. Jak widać, nie został on przeze mnie wyczerpany i możliwe, że nie jest to ostatni wpis tego typu. Fragment artykułu postanowiłem poświęcić problemowi, który dotyczy istnienia tej strony, bo paradoksalnie, czyjaś wolność odbiera wolność Wam jako czytelnikom i mi jako twórcy. Jednak tę część zostawię na koniec. Osoby, które nie przeczytały poprzedniej noty na ten temat, zdecydowanie zachęcam do zapoznania się z nią w pierwszej kolejności.


Chciwość… Od kilku lat publikuję w sieci różnego rodzaju treści, rozważałem i rozważam również stworzenie różnych serwisów. Pracując kilka lat temu nad stroną michalt.pl, spotkałem się z pewnym problemem, który od wielu lat powraca jak bumerang. Jakim? Pierwotnie chciałem zaparkować na domenie michal.pl – myślałem, że szanse są małe, ale warto spróbować. Oczywiście, wielu Michałów chętnie by się skusiło na ten adresik i zapewne jakiś Michał ma już tam bloga albo istnieje pod tam jakaś strona nawiązująca do tego imienia… Hmmm? Otóż, nic bardziej mylnego! Domena jest zajęta i… Nic pod nią nie ma… Nie było pod nią również nic kilka lat temu… Jak można się domyślić, wielu Michałów byłoby chętnych do zaparkowania tam swojej strony. Jednak ktoś ich ubiegł i zapewne długo nikt z tej domeny nie skorzysta. Chyba że solidnie zapłaci... Wpisując w naszą przeglądarkę WWW adres muzyka.pl, możemy liczyć na to, że trafimy na stronę związaną z muzyką. Tu również jest inaczej. Trafiamy na jakiś badziewny portal zakumaj.pl. Jak widać, cel to nie tylko sprzedanie drogo domeny, ale również sprowadzanie w taki sposób przypadkowych użytkowników i zarabianie na odsłonach reklam. Istnieje sporo pozajmowanych domen, pod którymi nie ma żadnych stron internetowych i które są na sprzedaż za absurdalne pieniądze. Mało kto je kupuje, bo to się najzwyczajniej nie opłaca i chciwy traci 2 razy. Takie przypadki z pewnością nie sprzyjają rozkwitowi Internetu.


Drugi przytaczany dziś problem na szczęście w jakiś sposób jest zwalczany. Dotyczy on nieuczciwych twórców pozycjonujących się w sieci. My, ludzie publikujący coś w Internecie, z reguły chcielibyśmy, aby miało to szanse znaleźć odbiorców. Jeśli odwiedziłeś lub odwiedziłaś stronę muzyka.pl, zapewne nie umknęło twojej uwadze to, że nie otworzyła się strona główna, tylko link do wyszukiwarki z wpisanym hasłem. Wiele portali stosuje taki myk w celu pozycjonowania się w wyszukiwarkach internetowych Google, Bing itp. Dzięki temu pojawia się sporo wystąpień poszukiwanego hasła. Jednak bot pod wyszukiwany link musi jakoś trafić… Sam go nie generuje… O to dbają sami twórcy tych stron, umieszczając w różnych miejscach odnośniki do wyszukiwanych haseł. Boty indeksują je, przez co często pojawiają się one w wynikach wyżej od tych pochodzących ze stron uczciwych twórców. Często również występuje sytuacja, w której artykuły nie poruszają tematu związanego z wyszukiwanym hasłem i zaciemniają wyniki. Nagminnym przypadkiem takiej strony jest gazeta.pl. Nieuczciwych praktyk jest dużo więcej. Te przytoczone tutaj to nawet nie wierzchołek gigantycznej góry.


Wolność przepływu informacji i treści? No ba…


Nieuczciwe pozycjonowanie się to plaga nie tylko wśród twórców stron internetowych i blogów. Ileż razy zdarzało mi się na serwisach aukcyjnych, wpisując np. „gitara XYZ”, dostawać wyniki „zabawkowa gitara ABC dla bombelka – nie XYZ, nie CDE, nie PQR”. Ten sam problem coraz częściej pojawia się w innych miejscach.


Clickbait i dezinformacja – to kolejny wirus wolnej sieci. Artykuły na niektórych stronach mają na celu zgromadzenie jak największej liczby czytelników i wywołanie wśród nich kłótni po to, aby wielokrotnie wracali pod ten sam wpis. Często treść jest kontrowersyjna. Ludzie wyzywają się i kłócą, a twórcy liczą mamonę. Fake-newsy, pomówienia i propaganda – idealnym środowiskiem dla nich jest „wolny Internet”. Przykładem śmietnika tego typu jest portal wykop.pl i portale plotkarskie.


Na deser pozostawiłem zjawisko, którego doświadczam od pewnego czasu na własnej skórze: delikwenta bawiącego się w hakera, którego znam osobiście. Jego ataki to popis braku elementarnej wiedzy na temat podstaw informatyki i webu. Generuje on tysiące logów na mojej stronie i obraca statystyki w fikcję. Jego wolność bycia głupkiem w Internecie ogranicza moją wolność tworzenia treści, dzielenia się z Wami moją wiedzą, przemyśleniami i pracą, a także… Waszą do ich odbioru… W związku z jego działaniami zapewne wielu z Was, szczególnie ci mieszkający za granicą, w ogóle nie przeczyta tego wpisu teraz lub w niedalekiej przyszłości, ponieważ postanowiłem odciąć ruch ze sporego kawałka świata. Problem jest szerszy. Cyber-wandalizm ma skalę epidemiczną. Ludzie tłumaczący się chęcią nauczenia się czegoś, zamiast zainwestować we własną infrastrukturę do testów, niszczą czyjąś pracę. Ich działanie jest podyktowane nie tylko chęcią sprawdzenia siebie (często idąc przy tym na skróty – tj. nie sięgając po jakąkolwiek teorię), ale i chęcią zemsty (jak w przypadku tego żałosnego człowieka, o którym wspomniałem kilka zdań wcześniej). Poza błazenadą, często mamy również do czynienia z poważnymi atakami, mającymi na celu osiągnięcie jakiejś korzyści poprzez zainfekowanie lub przejęcie serwera. Skutek często jest ten sam: zniszczenie cudzej ciężkiej pracy i nierzadko źródła utrzymania. Niestety, brakuje porządnych metod walki z takimi zjawiskami. Czemu? Bo ludzie walczący o wolność w Internecie, walczą wyłącznie o własną wolność, a nie o wolność ogółu.


Fajna ta internetowa wolność… Taka anarchiczna… I pełna zagrożeń oraz braku poczucia wolności.
Moim zdaniem Internet w takim kształcie to szambo...