blog.michalt.pl

Zaszczepiłem się na COVID 19

02.05.2021 2:27 Przemyślenia

W ostatni piątek (30 kwietnia) zaszczepiłem się pierwszą dawką na COVID 19. Dziś postanowiłem podzielić się z Wami moimi doświadczeniami i przemyśleniami na ten temat, a także rozwiać trochę mitów. Wokół szczepionek pojawiło się sporo kontrowersji. Jak na współczesny i podzielony świat przystało, mamy do czynienia z kolejnymi spolaryzowanymi i wrogimi obozami: covidianie i antycovidowcy – a wszyscy normalni i nieskrajnie myślący ludzie mają jak zwykle przerąbane. Pandemia to kolejny po polityce dowód na to, że żyjemy w świecie fanatycznych idiotów.
Przejdźmy do meritum...

Dlaczego postanowiłem się zaszczepić?

Doszedłem do wniosku, że w końcu kiedyś zetknę się z wirusem. Postanowiłem dokonać prostego rachunku: zmierzyć się z wirusem lub zmierzyć się ze szczepionką. Dla mnie rachunek był prosty. Wolałem zmierzyć się z szansą na zdrowie, powstrzymaniem rozprzestrzeniania się wirusa i ryzykiem skutków ubocznych zamiast szansą na zachorowanie, pozarażanie innych i powikłania pochorobowe. Oczywiście szczepionka może nie pomóc - ale statystycznie rzecz ujmując, szanse na to są bardzo niewielkie. Podjąłem decyzję, że zaszczepię się szczepionką mRNA.
Dużo się mówi o tym, że szczepienie to eksperyment medyczny. W pewnym sensie jest to prawda. Ja przyjąłem świadomie fakt, że wszystkie skutki uboczne szczepionki mogą nie być znane i z tą świadomością postanowiłem się zaszczepić.



Tak szybko?

Tak, rząd umożliwił od 28 kwietnia rejestracje na szczepienia wszystkim osobom 30+, które zgłosiły do tego chęć - należałem do tej grupy. Terminy były bardzo bliskie i udało mi się dać ukłuć już 2 dni później. Oczywiście zdarzyło mi się usłyszeć lub przeczytać, że podbieram szczepionki bardziej potrzebującym - to bzdura. Wcześniej gdy powiedziałem w pracy, że zamierzam dopytać się lekarza o to czy z powodu moich chorób mogę zaszczepić się jeszcze wcześniej, usłyszałem na forum całego zespołu, że zamierzam „podpierdolić szczepionki bardziej potrzebującym” – pozdrowienia dla Krzysia F. Ludzie dzielą się na takich którzy oplują Cię i zwyzywają za to, że wierzysz w pandemię i „dasz się naznaczyć, zniewolić, itd.” i ludzi których rozwala jakaś zazdrość i lęk że zaszczepisz się przed nimi.



Jak to było i jak się czuję?

Na szczepienie miałem wstawić się na godzinę 9:05 – byłem kilka minut przed czasem. Szczepienie odbyło się w hali sportowej GUMed w Gdańsku, mieszczącej się przy ulicy Dębowa 21. Tuż po wejściu zmierzono mi temperaturę i otrzymałem ankietę. W ankiecie były pytania dotyczące mojego stanu zdrowia, które musiałem wypełnić i podpisać. Na karcie nie było zgody na udział w eksperymencie medycznym, ani zgody na zwolnienie kogokolwiek z jakiejkolwiek odpowiedzialności. Z wypełnioną ankietą udałem się w kolejkę do lekarza i zostałem skonsultowany – lekarz pytał o moje problemy zdrowotne, o ankietę, a także o to, czy nadal jestem pod opieką specjalistów zajmujących się moimi przewlekłymi chorobami. Lekarz chętnie odpowiedział również na moje pytania. Następnie kolejka na zastrzyk, ukłucie, karteczka z terminem drugiej dawki i 15 minutek na krzesełku na trybunach. Po zastrzyku otrzymałem broszurę na temat szczepionki i potencjalnych skutków ubocznych. Na hali znajdowało się również stanowisko lekarza.

Na szczepienie przyszedłem bardzo niewyspany i zmagałem się z problemami jelitowymi wywołanymi nadmiernym spożyciem czekolady ze stevią.

Po około 5 minutach po szczepieniu poczułem się słabo, chwilę później nieco się poprawiło – postanowiłem tego nikomu nie zgłaszać. Przypuszczałem, że podświadomość poczyniła mi figla i był to efekt lęku albo efekt zaburzeń elektrolitowych na które jestem bardzo podatny. Wróciłem do domu dosyć osłabiony i spożyłem sporo elektrolitów – pomogło, ale osłabiony byłem jeszcze przez 2-3 godziny. Potem przeszło. Podkreślam, że tego typu sytuacje zdarzały mi się przed szczepieniem. Następnego dnia zdarzył się podobny bardzo krótki incydent.
Poza tym czuję się dobrze. Ramię w które mnie ukłuto oczywiście boli, ale jest to typowy ból dla zastrzyków domięśniowych i nie różni się od żadnego innego tego typu, który doświadczyłem wcześniej.

Gdy przebywałem na hali, nie zauważyłem żeby ktoś poczuł się gorzej.



Czy powinniście się szczepić?

Nikogo do tego nie namawiam, ale uważam że to bardzo dobry pomysł. Uważam, że każdy powinien tą decyzję przekalkulować samemu i uważam, że moja kalkulacja jest dosyć racjonalna. Nie zamierzam krytykować ani tych, którzy się zaszczepili, ani tych którzy się nie zaszczepią. To nie jest stara sprawdzona szczepionka na gruźlicę, WZW typu B, krztusiec itd – rozumiem obawy. W przypadku wcześniej wymienionych, uważam brak szczepienia za skrajną głupotę i bezmyślność. Zdecydowanie nie popieram przymusowych szczepień przeciw covid-19. Nie wiemy tak naprawdę jakie będą następstwa ich przyjęcia. W sieci roi się natomiast od bzdur pt. podpisujesz zgodę na eksperyment, zwalniasz korporacje z odpowiedzialności, szczepienia są przymusowe, musisz podpisać nie wiadomo co, wlewają Ci w żyłę chip 5G, dużo ludzi umiera po szczepieniach - to kompletne bzdury.



Podsumowując

Czuję się ok. Żaden hotspot wifi 5G ani laptop, ani komórka nie wykrywa więc albo nie aktywowane, albo nieskuteczne. Myśli też mi raczej nie kontrolują – ludzie z mojego otoczenia nie zauważyli zmiany w moim postrzeganiu świata i toku myślenia. Drugie szczepienie 4 czerwca. Do tematu wrócę jeszcze co najmniej raz.
To na tyle w tym wpisie. Do przeczytania. :)