blog.michalt.pl

Luxoft, DXC Technology i pani Paulina - co tu się odwaliło?

04.05.2022 13:29 Inne...

Niedawno miałem okazję rekrutować się do firmy Luxoft, która obecnie należy (tak się reklamują) do grupy DXC Technology – zastanawiam się, czy cała grupa nie zmieni nazwy na DXC. W moim odczuciu rekrutacja od samego początku przebiegała dosyć dziwnie, ale to co się wydarzyło na końcu… Gwiazdą dzisiejszego artykułu poza samą firmą Luxoft będzie również pani Paulina Terebus, która zaszczyciła mnie awanturą, krzykiem i fałszywymi oskarżeniami. Zacznijmy od początku…

Do Luxoftu rekrutowałem się na stanowisko związane z wytwarzaniem oprogramowania w C++ no i rzecz jasna nie była to jedyna firma w której ubiegałem się o pracę. W trakcie aplikowania byłem zatrudniony co troszkę utrudniało proces, ale wszyscy pracodawcy o tym fakcie byli poinformowani.




Spóźnienie… Co wolno rekruterowi to nie tobie... śmieciu?

Pierwszy etap to rozmowa techniczna – wszystkie etapy miały odbywać się za pośrednictwem aplikacji Zoom. Rekruter techniczny spóźnił się kilka minut na rozmowę, ale nie stanowiło to dla mnie problemu. Dlaczego o tym wspominam dowiecie się później. Rozmowa techniczna była spoko, tylko trochę zastanowiło mnie, że człowiek, który mnie rekrutował, pracował tam dopiero 3 miesiące – sam się tym pochwalił – myślę, że nie bez powodu. To dosyć niespotykane… Etap techniczny przeszedłem ok i po nim miała nastąpić druga rozmowa weryfikująca moje tzw. umiejętności miękkie. Tu również się spóźnili – nie mam o to pretensji… ekhmmm... Czy weryfikowano moje tzw. umiejętności miękkie? Moim zdaniem nie. W moim odczuciu pani rekruterka próbowała mnie dyskredytować. Na tym etapie poinformowałem również o tym, że mam ofertę z innej firmy i że istnieje możliwość, że wybiorę tą drugą firmę. Poinformowałem również, że zależy mi na jak najszybszym zamknięciu rekrutacji ponieważ muszę dać odpowiedź do drugiego pracodawcy. Z tonu rozmowy wywnioskowałem, że tego etapu nie przeszedłem, myliłem się, a szkoda, bo biorąc pod uwagę to co wydarzyło się później wolałbym jej nie przejść.


Po drugim etapie, nie pamiętam czy tego samego, czy następnego dnia, zadzwoniła do mnie rekruterka informując, że musimy jeszcze raz się zdzwonić i że ma termin w następny wtorek w godzinach 12:00, 12:15 i 12:30. Na początku zupełnie nie wiedziałem o co chodzi, ale rekruterka poinformowała, że przeszedłem tamten etap i będzie spotkanie projektowe. Gdy odpowiedziałem, że mam jeszcze ofertę z innej firmy i chciałbym się zastanowić i że o tym informowałem, rekruterka była bardzo zaskoczona ale i tak kazała wybrać termin. Odpowiedziałem, że żaden z nich mi nie odpowiada, bo nadal jestem zatrudniony i w tych godzinach pracuję. Nalegałem na godzinę 14 lub 15. Na co ona odpowiedziała, że innych nie ma i mam coś wybrać z tych. Poprosiłem o wysłanie ich mailem, i że odpowiem terminem niezwłocznie. Maila otrzymałem dzień później i szybko na niego odpowiedziałem – wybrałem godzinę 12:30.




Dzień rozmowy

Byłem w pracy, o czym rekrutujący wiedzieli. Okazało się, że miałem bardzo ważne obowiązki do wykonania. Dla mnie obecna praca dopóki jestem zatrudniony ma najwyższy priorytet i jeśli jest coś ważnego do zrobienia, nie traktuję firmy z której zamierzam odejść po olewczemu, tylko tak jakbym miał tam pracować jeszcze długie lata – zaangażowanie do końca. Nagle podczas pracowej wideorozmowy zadzwonił mój telefon. Odrzuciłem połączenie. Potem drugi, trzeci i tak kilka razy. Odebrałem i powiedziałem, że przepraszam, ale nie mogę teraz rozmawiać i się rozłączyłem. Tak – to była godzina rozmowy projektowej dla Luxoft. Po odrzuceniu połączenia telefon znowu zadzwonił, odrzuciłem, i znowu dzwonił i tak kilka razy, aż w końcu przeprosiłem kolegę z pracy i powiedziałem, że muszę ponownie odebrać. Zaniechałem obowiązków zawodowych i nękany wieloma połączeniami ponownie odebrałem, po czym ponownie przeprosiłem rekruterkę, poinformowałem, że mam ważną pracę, „że wynikła mi pewna sytuacja” i że muszę pracować. Ta zaczęła na mnie krzyczeć „Co to ma znaczyć?!”, „Ale jak to?!” „Menadżer czeka i byliśmy umówieni” – tyle pamiętam z tego całego krzyku no i to, że kazała mi to wszystko wyjaśnić. Rozwścieczoną kobietą, która tak na mnie krzyczała okazała się być pani Paulina Terebus – ich rekruterka.
Nie zamierzałem dalej wysłuchiwać tego wrzasku, zresztą był słyszalny w drugim pokoju w którym pracowała również moja żona i był włączony laptop z teamsami na których czekał na mój powrót kolega. Rozłączyłem się i wróciłem do pracy.

Po około 15-20 minutach miałem czas wolny, oddzwaniałem kilka razy, ale pani Paulina Terebus nie odbierała. Postanowiłem więc wysłać SMS-a o następującej treści:

Dzień dobry, byliśmy umówieni, ale proponowałem inny termin. To była jedyna opcja. Ja nadal jestem zatrudniony i mając pracę do wykonania w dotychczasowej firmie, nie rzucę wszystkiego i nie oleję kolegów z zespołu oraz zadania które musiałem wykonać. Jestem obecnie dyspozycyjny do godziny 13:30. Trudno mi uwierzyć, że nie można zrozumieć takiej sytuacji.


SMS został wysłany o godzinie 13:01. Proponowane przeze mnie godziny to 14 lub 15 ofc. Miałem pole manewru godzinowego aby np. rozpocząć pracę o 6:00 i zakończyć o 14. Jednak Luxoft się nie zgodził na tamte propozycje. Wróćmy jednak do spóźnień – rekruterzy z Luxoft mogli się spóźnić, jak widać, ja nawet mimo ważnego powodu nie mogłem…

To wszystko? Nie…

Pani Paulina chyba się na mnie obraziła, bo wcale nie odpowiedziała. Postanowiłem pochwalić się przebiegiem rekrutacji na portalu LinkedIn. To co się działo później…
Zamieściłem post o następującej treści:

Dziś doznałem szoku. Umówili mi w Luxoft / DXC Technology rozmowę na godziny pracy i zrobili awanturę, że nie jestem dyspozycyjny. To jakiś absurd. Owszem, potwierdziłem termin, ale podkreślałem że ta godzina jest dla mnie nieodpowiednia i mogę być niedyspozycyjny - liczyłem że uda mi się poprzesuwać. Drogą telefoniczną Paulina Terebus zrobiła mi awanturę, a teraz nie odbiera telefonu (chciałem się zdzonić i porozmawiać o ofercie). Miałem zatem olać dotychczasową pracę, rzucić wszystko tylko po to by podjąć rozmowę na temat oferty co do której nie jestem pewien bo mam coś innego? Luxoft or SlaveSoft? That's the question. Trochę pokory i szacunku do drugiego człowieka I JEGO PRACY. Pani Paulina Terebus - już chyba pani wie, którą firmę wybrałem. Pani z tak aroganckim podejściem do ludzi również w żadnej poważnej firmie pracy nie znajdzie #kariera #cpp #programowanie #it #cpp #opentowork”

Pani Paulina Terebus nie miała ochoty odpowiadać na wiadomości SMS i odbierać telefonu, ale odpowiedzieć na mój krytyczny komentarz, pomawiając i obsmarowując mnie, tak:

Dzień dobry, z przyjemnością odniosę się do sprawy osobiście, bo z mojej strony wyglądała zgoła odmiennie :) Spotkanie było umówione i potrwierdzone mailowo przez Pana. Czekałam na nim z managerem od pięciu minut po czym postanowiłam zadzwonić. Po odebraniu telefonu nie usłyszałam ani "dzień dobry" ani nawet "cześć" Jedynie "nie mam czasu" i rzucenie słuchawką. Jeśli to nie mówi o kulturze człowieka, to nie wiem co. Wydaje mi się, że o braku pojawienia się na spotkaniu powinno się poinformować w jakikolwiek sposób: mailowo, telefonicznie lub choćby smsowo.
Ze strony rekrutacji nie polecam współpracy z Panem Michałem jako kandydatem gdyż nie wywiązuje się z terminów spotkań i jakiejkolwiek komunikacji mailowej lub telefonicznej.
Niemniej życzę powodzenia w innych firmach :)

Na co odpowiedziałem:

Odebrałem telefon i rozmawiałem z Panią i było "dzień dobry, przepraszam, ale nie mogę teraz rozmawiać". Tak głośno Pani krzyczała, że aż moja żona z drugiego pokoju usłyszała i nie może ze śmiechu z Pani bezczelności aż do teraz. Była Pani informowana w czwartek drogą telefoniczną że termin mi nie odpowiada, bo zaproponowała go Pani najpierw telefonicznie. Potwierdziłem, bo stwierdziła Pani, że innych opcji nie ma. Sytuacja była dynamiczna bo miałem ważną pracę do wykonania. Zadzwoniłem do Pani ponownie dosłownie 20 minut po Pani awanturze, jednak Pani nie odebrała bo się obraziła. Wysłałem również SMS z propozycją rozmowy i czasem dostępności. Te emotki w Pani wypowiedzi, tylko podkreślają ironiczne, niedojrzałe i negatywnie nacechowane nastawienie do rozmowy.

Po tej sytuacji Pani Paulina Terebus zablokowała mój profil na LinkedInie tym samym blokując dostęp do swojego komentarza, na co zareagowałem edytując swój post i umieszczając w nim stosowną informację.



Prawdziwa awantura chyba miała dopiero nadejść, ale…

Chyba coś nie wyszło… Czemu miała nadejść? Mój profil zaczęli przeglądać prawnicy zatrudnieni w Luxoft / DXC Technology. Chyba komuś wolność słowa nie odpowiada... Nie otrzymałem jednak żadnego pozwu. Odebrałem to jako próbę zastraszenia. W ogóle w ciągu kilku dni od publikacji postu mój profil na LinkedIn obejrzało kilkudziesięciu pracowników Luxoft / DXC Technology – z czego większość to pracownicy HR.
Po jakimś czasie pani Paulina Terebus odblokowała mój profil. Skoro już mowa o prawnikach, warto wspomnieć, że wypowiedź pani Pauliny Terebus narusza moje dobra osobiste poprzez dyskredytowanie mnie w oczach potencjalnych pracodawców, co może nieść dla mnie negatywne konsekwencje. Jeśli któryś z pracowników Luxoft / DXC dalej będzie się dopuszczał czynów oddziałujących na moją szkodę, to ja tym razem sięgnę po prawnika i skieruję pozew do sądu. Treść postu oczywiście została zabezpieczona.

Skoro oni tak traktują kandydatów, mają rekrutera technicznego z 3-miesięcznym stażem, to wolę nie wiedzieć jak traktują pracowników. Dodam jeszcze, że zaproponowaną przeze mnie minimalną kwotę netto, tj 5500zł próbowano telefonicznie negocjować – myślałem, że po odmowie temat rekrutacji się zamknie na samym początku. Naprawdę, szkoda że tak się nie stało. Opinie o firmie też są nie najlepsze, szczególnie te z lat 2018-2019. W prawdziwość późniejszych nie wierzę. Cieszę się, że tam się nie zatrudniłem. Polecam mijać ich szerokim łukiem.

To jednak jeszcze nie koniec… Jutro wpis o kolejnej „ciekawej” rekrutacji. W tym wypadku, rekruter przeszedł nawet panią Terebus. O ironio, ta druga firma z którą miałem podjąć współpracę przy podpisaniu umowy zmieniła warunki na daleko gorsze od ustalonych, w związku z czym i z nią nie podjąłem współpracy. Może to jakiś wyjątek, ale to szokujące, że przy pracy z PHP można lepiej zarobić i pracować na lepszych warunkach niż w C++ - smutne. Może tylko ja trafiam na takie oferty? Temat warunków pracy i poszanowania pracowników będzie wracał na bloga.
To na tyle w tym wpisie,
do przeczytania!

Edit: jutrzejszy wpis postanowiłem jednak opublikować dziś: blog.michalt.pl/article/nordea---bardzo-sie-na-was-zawiodlem.