blog.michalt.pl

Nowa konfiguracja sprzętowa!

21.11.2021 2:19 Tech

Po wymianie telefonu, przyszedł czas na zmianę komputera. Tu aż tak wielkich dylematów jak w przypadku smartfona nie było i jest rewolucyjnie pod wieloma względami. Stary sprzęcik zupełnie na emeryturę nie przechodzi i zapewne przejdzie jeszcze remont. Zmieniłem podejście do sprzętu z trybu "na walizkach" na tryb osiadły. Mam tu na myśli przesiadkę z laptopa na komputer stacjonarny. To zapewne nie koniec zmian, ponieważ rozważam zakup nowego laptopa. Poszukując nowego sprzętu, chciałem znaleźć coś co posłuży mi kilka dobrych lat - nie lubię częstych przesiadek. Wydaje mi się pewne, że mój nowy blaszaczek posłuży mi przez następne 5 lat. Przejdźmy do konkretów i mięsa. :D

Poprzedni sprzęt

Około 5 lat temu poszukiwałem wydajnej i przenośnej maszyny. Zainspirowałem się sprzętem z pracy. Wybór padł na gamingowego Della Inspirona 7566 zaopatrzonego w procesor Intel i7 6770HQ, pamięć RAM o pojemności 8 GB (rozbudowana do 16 GB w późniejszym czasie) i taktowaniu 2,4 GHz, ponadto oprócz zintegrowanego układu graficznego Intel HD 530 na pokładzie znajdował się również układ NVidii GeForce GTX 960M. Do magazynowania danych umieszczono dysk SSD M.2 o pojemności 128 GB oraz dysk talerzowy o pojemności 500GB. Domyślnie zainstalowany był na nim system operacyjny Microsoft Windows 10 Home z którego nie zrezygnowałem, ale zainstalowałem obok jako główne środowisko stabilnego Debiana (bodaj 9 - były aktualizacje i już nie pamiętam). Co istotne, lapek posiada całkiem przyzwoite chłodzenie oparte na 2 wentylatorach. Mimo to, taki sprzęt bardzo lubi wysokie temperatury i przy wymagającej pracy jak np. kompilacja dużych projektów, praca z Android Studio, rozbudowana wirtualizacja - komputer robił się gorący. Na Linuksie korzystałem z układu graficznego Intela, ponieważ GeForce działał koszmarnie.
Moim zdaniem sprzęt sprawdził się bardzo dobrze, ale nadgryzł go ząb czasu oraz usterki. Najbardziej badziewnym komponentem jest wtyczka od zasilacza, która szybko się rozleciała. Po ponad 2 latach bateria odmówiła współpracy i spuchła - odłączyłem ją i pracowałem na kablu. Pojawiły się również problemy z gładzikiem i klawiaturą - ale to zapewne z powodu delikatnego zalania.
Sprzęt spisywał się świetnie i jestem z niego zadowolony. Planuję go nieco odremontować i używać dalej - maszyna nadal działa dosyć wydajnie i jeśli się nie rozleci, z pewnością będzie mogła posłużyć jeszcze z 4-5 lat. Mam pomysł na jego wykorzystanie.

Nowy komputer

Tu na pierwszy ogień moich zakupowych rozważań wziąłem gamingowe laptopy Della z serii G15. Problemem okazały się cena i dostępność. Chciałem się przesiąść na coś co będzie mocno odstawać od poprzedniej konfiguracji i da się to mocno odczuć. Problem w tym, że ceny takich konfiguracji, o ile można było je znaleźć (kryzys z dostępnością elektroniki), przekraczały koszt 8000zł. Rozważałem przesiadkę na Ryzena 7, ale parametry znalezionego komputera były zbyt "kompromisowe". Ceny komputerów mocno są podbite przez układy graficzne za które trzeba płacić niebotyczne kwoty. Rzecz w tym, że mi grafika do gier nie jest potrzebna, ponieważ ja prawie w ogóle nie gram. Poszukiwałem sprzętu, który dobrze się wychłodzi i będzie można na nim wydajnie kodzić, kompilować i wirtualizować. Postanowiłem postawić na rozwiązanie wygodne w modyfikacji i naprawie: komputer stacjonarny. Był bardzo duży problem z kartą graficzną. Poszedłem na kompromis, który się opłacił - ale o tym później. Z pomocą konfiguratora ze sklepu komputronik dobrałem części i tak oto sprzęcik jest i cicho szumi pod stołem. Jego najważniejsze komponenty to procesor Intel i7 11700F, układ graficzny Radeon RX 550, pamięć RAM DDR 4 o taktowaniu 3,2GHz i pojemności 64GB, lekko gamingowa płyta główna Asusa okraszona porządnie radiatorami, customowe chłodzenie i zasilacz Be-Quiet 600W oraz dyski: 1TB SSD oraz talerzowy 1TB. Ponadto... Tak, zakupiłem licencję (wraz z pendrive) na system operacyjny Windows 10 - mimo że tu również głównym systemem jest Debian - tym razem w wydaniu testowym - 12 Bookworm.

W zabawie z nowym komputerem nie zabrakło kilku łyżek dziegciu - tj. cena i dostępność sprzętu. Największym okazała się grafika, która kosztowała prawie 900zł i jest układem dosyć starym. Okazuje się, że Radeony nadal bardzo dobrze są wspierane na Linuksie (dawno temu pracowałem na archaicznym 9250) i z działania tej karty jestem bardzo zadowolony. Osiąga ona około 4 razy lepsze rezultaty w renderowaniu WebGL od zintegrowanego Intela w lapku i nie ma kilku jego przypadłości - np. ziarnistość przy rozmyciach. Skok wydajności jest ogromny! Oba systemy uruchamiają się w zawrotnie krótkim czasie, instalacja obu również mieściła się w czasie około 5 minut. Wszystko działa bardzo płynnie.
Jestem bardzo zadowolony z działania tego ustrojstwa, mam nadzieję, że nie dostanę zawału gdy przyjdzie rachunek za prąd. Jak zapewne wiecie, mamy różnego rodzaju kryzysy: inflacja, niedobór układów elektronicznych, kryzys energetyczny itd...

Nowy laptop

Tu nadal się zastanawiam i rozważam zakup ultrabooka opartego na niskonapięciowym i7 - na pierwszy ogień idzie moja ulubiona marka Dell i być może seria Vostro. Rzecz w tym, że w czasach izolacji i pandemii zakup sprzętu przenośnego niekoniecznie musi mieć sens i w moim wypadku raczej nie ma. Jeśli inflacja nie zrujnuje mi budżetu i cyrk z pandemią się uspokoi, zapewne kolejnym nowym nabytkiem pochwalę się w przyszłym roku.
To tyle w tym wpisie! Do przeczytania!