blog.michalt.pl

Przegląd nowości w Windows 11

21.06.2021 0:25 Tech

Artykuł został okrojony m.in o zrzuty ekranu i mogą znajdować się na nim małe chochliki. Bardzo zależało mi na tej publikacji, jednak z powodu drobnego wypadku jakiego doznałem (poparzenia i złamana ręka) nie jestem w stanie dopracować napisanego w piątek artykułu. Zainteresowanych wyglądem nowych okienek odsyłam tu: https://www.youtube.com/watch?v=hTceRqpgYOE


Czas zrobić coś, co zrobili już chyba wszyscy blogerzy technologiczni. Czas na moje trzy grosze na temat nowego Windows 11, który kilka dni temu „wyciekł” (tak zupełnie przypadkiem ;) ). Build krążący obecnie już chyba wszędzie, nosi oznaczenie 21996.1.210529-1541. Microsoft obiecał, że dziesiątka będzie ostatnią wersją okienek i… słowa nie dotrzymał. Od jakiegoś czasu korporacja z Redmond również zapowiadała aktualizację Windows 10 oznaczoną nazwą kodową Sun Valey, która miała wprowadzić znaczące zmiany w interfejsie. Zamiast Sun Valey mamy Windows 11. Zatem należy zadać sobie kilka pytań: Czy jedyne co wniesie Windows 11 to zaledwie zmiany w interfejsie? Czy zmiany wizualne to wystarczający pretekst do wydania nowej edycji systemu? No i jak rewolucyjne one będą?

Spójrzmy na tę wizualną rewolucję… Chyba gdzieś to już widziałem...

Interfejs instalatora systemu nie uległ zmianie. Zmieniło się logo systemu i ekran jego ładowania. Istotną metamorfozę przeszedł poinstalacyjny konfigurator – wydaje się być schludny i przejrzysty. Po zainstalowaniu systemu, naszym oczom ukazuje się pulpit, który wygląda nieco znajomo – nie tylko z powodu wycentrowanego ułożenia ikon, ale również nowe menu start nie do końca wydaje się być tak zupełnie nowe. Windows 10X? Tak, zdecydowanie. Korporacja z Redmond jakiś czas temu porzuciła swój wariant dziesiątki dedykowany urządzeniom mobilnym. Jednak owoców prac postanowiono nie wyrzucać do kosza, a jedynie przenieść do nowej edycji systemu desktopowego. Wycentrowane ikony w moim odczuciu gryzą się z wyrównanym do prawej zegarem, zasobnikiem i resztą elementów. Istnieje jednak możliwość ustawienia wszystkiego po staremu w ustawieniach paska zadań. Pośród ikon na pasku, możemy znaleźć taką po której kliknięciu przeniesieni zostaniemy do widoku widżetów. Nie miałem okazji przetestować tego rozwiązania. Zastanawiam się, czy jest to powrót do gadżetów pulpitu znanych z Visty (tam na niepraktycznym sidebarze) i siódemki… Jeśli jest to odgrzany kotlet, to w tym wypadku jest moim zdaniem słusznie odgrzanym. Nie rozumiem czemu Microsoft po siódemce zrezygnował z tego rozwiązania. Menu start jest bardzo proste i bardzo przejrzyste. Na pierwszym widoku mamy do czynienia z przypiętymi aplikacjami i możliwością przejścia do pełnej ich listy.

Zaokrąglenia i nie tylko... Po uruchomieniu pierwszej aplikacji zauważymy, że okna zostały zaokrąglone na krawędziach. Okrągłości dosięgły również menu kontekstowe. Twórcy systemu zapowiadali zaokrąglenie kanciastej dziesiątki w Sun Valey. Wróćmy do okien – tu pojawiła się drobna, ale moim zdaniem bardzo fajna nowość. Gdy najedziemy na przycisk maksymalizacji okna i sekundkę zaczekamy, pojawi się graficzne menu układu okien, dające nam możliwość ułożenia aplikacji w odpowiednim miejscu na pulpicie. Wcześniej ta nowość dostępna była jedynie przy pomocy gestów. Jednak te, umożliwiały ułożenie okna na połowie lub ćwiartce pulpitu. Tu możliwości pojawia się więcej. Już wcześniejsze rozwiązanie bardzo mi się spodobało i cieszę się, że twórcy linuksowego KDE je ściągnęli, ponieważ niesamowicie ułatwia ono pracę. Jednak w tej edycji systemu, siatki okien zostały rozbudowane o nowe warianty – to cieszy.

Aplikacje

Tu pojawiła się preinstalowana nowość – Windows Terminal – umożliwia on m.in. Pracę w kartach przy użyciu klasycznego shella, powłoki PowerShell i Azure Cloud Shell. Nie rozumiem tylko jednej rzeczy. Skoro pojawił się nowy, wygodny terminal to po co dalej trzymać stare okienkowe cmd i PowerShella? Nie lepiej zachować jedynie dostęp do tych powłok przez Windows Terminal? Czy stary panel sterowania jest? Ależ oczywiście…

A Internet Explorer? Jakieś jego resztki… Nie można znaleźć do niego odnośnika w menu, wyszukiwarka również go nie znajdzie, ale gdy wpiszecie w pasek adresu eksploratora jakiś adres internetowy, pojawi się Wam propozycja uruchomienia tej archaicznej przeglądarki. Jednak próba jej uruchomienia zakończy się fiaskiem. Próba uruchomienia z poziomu powłoki tekstowej również kończy się niepowodzeniem. Czyżby to był ostateczny koniec Internet Explorera? Mam taką nadzieję.

Innych zmian nie stwierdzam Cała reszta systemu to dalej dziesiątka z naleciałościami z poprzednich edycji. Nadal mamy ten sam panel ustawień obok panelu sterowania, nadal stary eksplorator, nadal szereg starych rozwiązań. Nawet ikony to pozostałość z ostatniej edycji dziesiątki.

Podsumowując

Czy tych kilka zmian to wystarczający powód do nowego wydania systemu operacyjnego? Moim zdaniem zdecydowanie nie. Uważam, że nowe edycje systemu Windows powinny nieść coś więcej niż zmiany wizualne, a te w jedenastce są drobne i w dużej mierze pochodzą z ukatrupionego 10X. Należy jednak pamiętać, że jest to wersja rozwojowa systemu i mogą pojawić się kolejne nowości. Może się jednak okazać, że Microsoft w pogoni za cyframi w podobny sposób do Apple postanowi wydawać nową wersję okienek oznaczoną kolejną liczbą co roku. To moim zdaniem kiepski pomysł. Jeśli to co mieliśmy okazję dotąd zobaczyć w jedenastce będzie przedstawiało ostateczny jej zarys, moim zdaniem będziemy mieli do czynienia z ponurym żartem. Już za kilka dni konferencja kolejna konferencja Microsoftu, na której z pewnością dowiemy się więcej.