blog.michalt.pl

Zakup nowego smartfona – poważny dylemat

14.11.2021 10:31 Tech

Ten wpis chyba nie będzie niczym odkrywczym. Wiadomo, że rozwój smartfonów bardzo mocno wyhamował. Od kilku lat serwuje nam się odgrzane kotlety i większość urządzeń tego typu, niezależnie od marki jest do siebie bardzo podobna, zarówno wizualnie jak i pod względem technicznym. Mój wysłużony LG G6 musiał w końcu przejść na zasłużona emeryturę, a jego następca…

Cóż to był za dylemat… Wygrał głównie przypadek.


LG G6

LG G6 - plecki

Swoją poprzednią smart-słuchaweczkę w wariancie platinum zakupiłem w styczniu 2018 roku po bardzo przystępnej cenie 1913zł. Jeśli ktoś myślał, że Xiaomi kosiło konkurencję stosunkiem ceny do jakości, to najwidoczniej nie miał do czynienia z LG. Oczywiście, premierowo ten telefon miał o wiele, wiele wyższą cenę, jednak spadała ona w zastraszającym tempie. LG G6 to niewątpliwie ładny, wydajny i solidnie zbudowany telefon. Posiadał jak na tamte czasy lekko stary procesor, ale wydajnościowo można na nim do dziś swobodnie pracować. Na uwagę zasługuje również genialny wyświetlacz, mimo że IPS, w moim odczuciu był on lepszy od tego w obecnym telefonie (AMOLED) – odwzorowanie barw, nasycenie i zagęszczenie pikseli (565 pikseli na cal) na bajkowym poziomie. Aparaty nie były najlepsze, ale nie widać na nich softowego podkręcania, które czasem kłuje mnie po oczach z niektórych telefonów. Imponujący był szeroki kąt, możliwość robienia zdjęć i nagrywania filmików jednocześnie z przedniego i tylnego aparatu oraz możliwość przełączania się między obiektywami z tyłu podczas nagrań. Był to również jeden z pierwszych telefonów oferujących tryb nocny (iPhone musiał jeszcze długo poczekać ;)). Podobał mi się również zintegrowany z czytnikiem linii papilarnych przycisk wyłączania. Ów czytnik mimo kilku lat na karku nadal miecie ten w który zaopatrzony jest mój nowy telefon.

G6 był również jednym z pierwszych telefonów uważanych za bezramkowca, mimo że ramki posiadał, ale dużo mniejsze od konkurencji. Telefon miał też swoje drobne wady – pięta achillesowa to aktualizacje – pojawiały się absurdalnie późno, ale były dopracowane. No i słuchawki wykonane z gównolitu – po prostu się rozleciały, ale i jakość dźwięku nie powalała. LG odwaliło kawał dobrej roboty tym telefonem i szkoda, że wycofali się z rynku. Smartfon wiele razy mocno rąbnął na ziemię i nic mu się nie stało. Mimo prawie 4 lat na karku i ciągłego szybkiego ładowania, jego bateryjka 3300mAh nadal trzyma się nieźle i przy średniej pracy starcza na cały dzień.


Czas na zakupy i problemy

Czemu? Uszkodziłem port USB i zaczęło to dawać się we znaki. Doskwierał mi również nieaktualny Android i brak poprawek bezpieczeństwa. Nad zakupem nowego telefonu zastanawiałem się prawie 2 lata. Jak już wcześniej wspomniałem, obecnie ciężko o coś ciekawego na rynku. Zalały nas chińskie marki podrabiające się nawzajem i przygniatające mnogością nieróżniących się zbytnio od siebie modeli. Na rynku mobilnym dzieją się absurdalne rzeczy i największe nowości, które uświadczyliśmy to brak gniazda słuchawkowego, brak ładowarki, plastikowe plecki, dziura lub wcięcie w ekranie i wbudowany w niego czytnik linii papilarnych, który działa różnie…

Mój wybór to kompromis od kompromisu polegający na kolejnych kompromisach. Wziąłem pod uwagę różne opcje. Najbliższy okazał się LG Velvet, jednak zacząłem się zastanawiać nad losami działu mobilnego koreańskiego producenta i niestety, moje obawy stały się słuszne – został on zamknięty. Zależało mi na eleganckim, solidnym, wydajnym i wyróżniającym się na tle chińskiej konkurencji telefonie, którego mógłbym używać kolejne 3-4 lata. Staram się kupować sprzęt na długo – raz a dobrze. ;) Z desperacji wziąłem pod uwagę nawet iPhony – jedyny ich atut, który do mnie przemawiał to długość wsparcia aktualizacjami, jednak kiepskie parametry oraz ubogość opcji personalizacji skutecznie odstraszyły. W obrębie moich zainteresowań były również Samsungi. Ciekawy wydał mi się Galaxy 20FE na snapku. Problem z FE polegał na tym, że posiadał on jeszcze 2-letnie wsparcie aktualizacji na nowe wersje Androida, a Galaxy S21 już na 3… Niedawno pojawiła się przystępna promka i zgarnąłem Galaxy S21 w wersji 128GB za 2999zł. Czy się opłacało?


Galaxy S21

Galaxy S21 - plecki

Po pierwszym uruchomieniu telefon niemiłosiernie się grzał, z czasem problem ustąpił. Wydajnościowo nie poczułem różnicy. W OLED-owych matrycach wszyscy recenzenci zachwycają się odwzorowaniem czerni, ale pomijają słabsze w stosunku do LCD-ków kąty widzenia. Mój galaxy ma o wiele lepsze czernie, ale biel już zdecydowanie nie. Czytnik linii papilarnych w ekranie jest o wiele gorszy od tego z G6 na pleckach. Jest też zwiększone odświeżanie ekranu działające w trybie adaptacyjnym – i fakt, robi to wrażenie, ale dla oszczędności baterii wyłączyłem je – zbędny duperel. Telefon posiada mnóstwo zbędnych bajerów AR, animoji i inne bzdury…


Galaxy S21 - plecki

Brakuje mi w nim przemyślanych drobnych detali, które w LG czyniły pracę o wiele wygodniejszą. Na przykład raporty dostarczenia wiadomości. W aplikacji od LG pojawiała się ikonka z informacją o dostarczeniu, w Samsungu klasyczne, znane ze starych telefonów powiadomienie, które po wyświetleniu znika. Pierwszy raz po zakupie tego typu urządzenia, pierwszą moją czynnością po uruchomieniu było odinstalowywanie aplikacji – roiło się od śmieci, za to brakowało przydatnych ze stajni Samsunga jak np. Samsung Mail lub odtwarzacz wideo – to absurd. Muszę przyznać, że appka do e-maili jest genialna. Ponadto sporo śmieci od Microsoftu. Galaxy ma sporo drobnych absurdów, które co jakiś czas odkrywam. Jednym z nich jest np. brak możliwości wymazania cyfr wstukiwanych podczas połączenia telefonicznego (np. do wybierania tonowego).

Samsung jest trendy i eko, więc zachęca nas do zakupu ładowarki za dodatkowe pieniążki – w zestawie jej nie ma. No i plastikowe plecki, które trudno w stosunku do szkła poddać recyclingowi to też eko-bajer. Fajnym i wydajnie działającym bajerem jest tryb Dex – który przeistacza słuchawkę w desktopa. Muszę przyznać, że jest to rozwiązanie wygodne.

Poza tym, jest to ładna i wydajna słuchawka, która jako-tako zastąpi mi LG i jeśli się nie rozsypie, to zapewne będzie mi towarzyszyć przez następne 3 lata. Niestety, obecnie na rynku mamy tylko 4 producentów, którzy mają coś ciekawego do pokazania: Asus (przegrał czasem wsparcia Androida z Samsungiem – ale warto obczaić), Apple, Samsung i Sony które popłynęło w jakieś odmęty absurdu.


Podsumowując

LG G6 - perfect

Gdy przesiadałem się na G6, byłem podekscytowany, oczarowany i zachwycony. Zyskałem między innymi: świetny ekran o dużej gęstości pikseli z HDRem, wydajność, nowe wzornictwo, czytnik linii papilarnych, bardzo fajne funkcje aparatu (jednoczesne zdjęcia i wideo z obu stron, tryb nocny, przełączanie się między aparatami w trakcie wideo), szeroki kąt, nagrywanie wideo w 4k, szybkie ładowanie, ciekawe rozwiązania w stylu odblokowania ekranu podwójnym tapnięciem (LG wprowadziło to pierwsze). Z większości tych rozwiązań korzystałem często.

Wypakowaniu Samsunga towarzyszyło zwykłe „meh…” - było rozczarowanie. Ten telefon nie wprowadził wiele nowego i trochę zabrał.

Uważam, że nowy sprzęt powinno się kupować tylko wtedy, gdy albo poprzedni się popsuje, albo nowy wprowadza jakąś rewolucję. Tu rewolucji brak… Śmierdzi wręcz stagnacją i cięciami kosztów względem poprzedników. Gdyby można było zakupić dodatkowe wsparcie aktualizacjami w miarę rozsądnej cenie, np. 400-500zł za następne 2 lata aktualizacji bezpieczeństwa, naprawiłbym USB w LG G6 i zostałbym z nim nadal. Nowe telefony nie wprowadzają nic ciekawego.